czwartek, 5 stycznia 2017

O królu, który pragnął ujrzeć Dzieciątko - teatrzyk cieni

Poszukując dla dzieci "czegoś" nt. trzech króli, natknęliśmy się w czeluściach internetu na pewną legendę, której wcześniej nie znaliśmy. Zainspirowała nas ona do stworzenia własnej opowieści :).







A że kochamy się w teatrze, m.in. w teatrze cieni (kiedyś napiszemy o tym więcej), i że w naszych zbiorach posiadaliśmy już kilka odpowiednich postaci, pozostało tylko dorobić te brakujące i napisać historię językiem dzieci :).
Prawdę powiedziawszy ostateczna wersja naszej opowieści ma niewiele wspólnego z oryginalną legendą, ale o tym możecie przekonać się sami ;).

Zezwalamy na wykorzystywanie naszej historyjki - inaczej byśmy jej nie publikowali ;) - ale uprzejmie prosimy o podanie źródła.

Na wstępie i na końcu naszego przedstawienia teatralnego planujemy zagrać i zaśpiewać kolędę "Do szopy, hej, pasterze", zamieniając jedynie słowo "pasterze" na "królowie".


Takie oto postaci przygotowaliśmy: 
(zaznaczamy: to teatrzyk cieni, dlatego staraliśmy się kłaść nacisk głównie na kontury postaci, a nie szczegóły opowieści!).




Do całości brakuje nam jeszcze szopki, gwiazdy i palmy, którą król będzie mijał w trakcie swojej podróży.

A tak brzmi historia:



O królu, który pragnął ujrzeć Dzieciątko


    W tym czasie, kiedy w Betlejem rodził się Jezus, w odległej krainie pewien młody król obserwował nocne niebo. W pewnym momencie rzekł do siebie wielce zaskoczony:
- Hmm... Nigdy dotąd nie widziałem tej gwiazdy! A ojciec zawsze opowiadał, że nowa gwiazda oznacza narodziny nowego króla. Muszę wyruszyć za tą gwiazdą i odnaleźć go! – postanowił.
    Kazał swoim sługom przygotować wielbłąda do wyprawy. Ponieważ nie wiedział, jak długo przyjdzie mu podróżować, kazał zapakować sporo jedzenia, wody i trzy koce na nocne chłody. Długo zastanawiał się, co mógłby dać w prezencie nowonarodzonemu królowi. Ostatecznie uznał, że szlachetny kamień będzie odpowiednim podarunkiem. Udał się więc do swojego skarbca, wziął najdroższy kamień, jaki posiadał, i schował go głęboko w zakamarkach swojego płaszcza. Pożegnał się z najbliższymi i wyruszył w daleką podróż, choć właściwie sam nie wiedział, dokąd.
    Przez cały czas podążał za gwiazdą. Podróżował więc głównie nocami, gdyż tylko wtedy gwiazda jaśniała na niebie. Gdy tylko noc zamieniała się w dzień, zatrzymywał się, by trochę odpocząć i dać odpocząć swojemu wielbłądowi. Po każdym odpoczynku, jeszcze zanim zapadła noc i ponownie ukazała się gwiazda, spacerował po okolicy przyglądając się jej mieszkańcom.
    I tak podróżował wiele dni i wiele nocy.
    Pewnego dnia, gdy przy studni napełniał swoje bukłaki wodą, zobaczył bardzo smutną kobietę. Opowiedziała mu, że przed kilkoma miesiącami umarł jej mąż. Właśnie skończyły im się zapasy i oszczędności, i teraz nie ma ona za co wyżywić swojej rodziny. Podarował jej więc król swój drogocenny kamień, by mogła go sprzedać i już nigdy więcej nie musiała ze swymi dziećmi cierpieć głodu. I wyruszył w dalszą podróż.
    Pewnego bardzo zimnego poranka, gdy właśnie wjeżdżał do małego miasteczka, by zatrzymać się w nim na odpoczynek, ujrzał u jebo bram troje dzieci. Były one takie zmarznięte! Oddał im więc swoje koce. Pomyślał, że jego płaszcz wystarczy mu w zupełności.
    Jeszcze innym razem król usłyszał cichy płacz. Podążył więc w jego kierunku i ujrzał małego chłopca z ranami na kolanach, leżącego na zakurzonej drodze. Ostrożnie więc posadził go na swojego wielbłąda i zawrócił do wioski, którą niedawno mijał. Niestety dowiedział się tam, że rodzina dziecka mieszka w wiosce oddalonej o kilka dni podróży. A ponieważ bardzo chciał dalej podążać za gwiazdą w kierunku nowonarodzonego króla, znalazł kobietę, która obiecała zaopiekować się malcem i odnaleźć jego rodzinę. Król oddał jej swoje zapasy jedzenia, by w czasie poszukiwań nie musiała wraz z dzieckiem cierpieć głodu, i wyruszył w dalszą drogę.
    Tej nocy, gdy dotarł do Betlejem, gwiazda przestała się przesuwać i zatrzymała się na niebie. Bardzo uradowało to młodego króla, oznaczało bowiem, że jego podróż dobiega końca! Nie miał już przecież zapasów żywności, ani ciepłych kocy, ani kosztowności. Spotkał też trzech króli, podążających w przeciwnym kierunku. Opowiedzieli mu, że poznali już nowonarodzone dziecię i teraz wracają do swoich królestw. Radość przepełniała serce młodego króla! Ale po chwili pojawił się także smutek: przecież nie ma dla nowonarodzonego dziecięcia żadnego prezentu!
    Gwiazda jaśniała nad chatą bardzo mocno. Król niewiele mógł zobaczyć, gdyż musiał mrużyć oczy. Zostawił swojego wielbłąda w pobliżu i zbliżył się do stajenki. W środku, oprócz kilku zwierząt, ujrzał skromną rodzinę: mężczyznę, kobietę i maleńkie dzieciąteczko leżące na sianie. Bił od niego taki blask, że król padł na kolana i oddał mu pokłon. Od razu zrozumiał, że to król nad królami, choć taki malusi. Natychmiast też zniknął jego smutek z powodu braku prezentu. Jego serce przepełniała radość, że mógł poznać nowonarodzonego. A dzieciątko zdawało się promieniować jeszcze bardziej, gdy ujrzało młodego króla o tak wielkim i dobrym sercu.

Dajcie znać czy podoba Wam się historia o królu, który pragnął ujrzeć Dzieciątko :).


Pozdrawiamy,
Malgosia&Florian z Ekipą