niedziela, 13 listopada 2016

jak spędzić z dziećmi całe popołudnie na balkonie - cz. 2

Cały magazyn materiałów naturalnych + podkładka do siedzenia + odrobina wyobraźni = zabawa na długie minuty! 


Gdy Dzieciaki mają ochotę na zabawę na świeżym powietrzu, a nie ma kto z nimi wyjść na zewnątrz (niestety, nie jesteśmy tymi szczęściarzami z choćby kawalątkiem ogródka przed drzwiami), wiedzą, dokąd się udać. Balkon jest jednym z ich ulubionych miejsc! O tym, co tam jest nagromadzone, pisaliśmy już w 1. części balkonowego popołudnia. A co tam porabiają?


Czasem tworzą jakieś symetryczne obrazki.

Gdy głód daje o sobie znać - dobierają się do balkonowych zapasów ;).

Ale najchętniej bawią się w las :).

Nie musimy chyba nikogo przekonywać, że samo tworzenie lasu to najlepsza część zabawy (podobnie jest u nas z klockami). Powstają tam różnego roszaju schodki, mosty, ścieżki itd.




Do pełni szczęścia w balkonowym lesie potrzebne są naszym Pociechom postaci - u nas zawsze są to zwierzęta. Próbowaliśmy kolekcjonować zwierzęta wykonane z materiałów naturalnych:


- drewniane: przepiękne, ręcznie rzeźbione, ale dostępnych tylko kilka gatunków, do tego proporcje między zwierzątkami pozostawiają wiele do życzenia...

- wełniane: miłe w dotyku, jest możliwość wyginania nóżek, ale także tylko niewiele rodzajów zwierząt dostępnych...

- gliniane (czy może gipsowe?): wiadomo co się z tym dzieje po jednym upadku na balkonowe płytki...


Pewnego razu po dzieciach znajomych otrzymaliśmy pokaźną kolekcję zwierzątek pewnej niemieckiej firmy. Niestety, są one plastikowo-gumowe... Są "porządne" (kiepsko brzmi to określenie padające z naszych ust w kierunku plastiku...) - nie śmierdzą gumo-plastikiem i jeszcze nigdy nic nam się w nich nie popsuło (czasem tylko tu i ówdzie odpryśnie farba). Do tego w ofercie jest mnóstwo gatunków zwierząt i jako tako zachowana jest proporcja w ich rozmiarze. Te właśnie zabawki postanowiliśmy zatrzymać pomimo naszej decyzji o pozbyciu się plastiku z naszego życia.

Gdy weny i czasu jest dość, również w gotowym lesie nie da się nudzić. Nieraz słyszeliśmy "niechcący", przez uchylone drzwi balkonowe, o urodzinach zajączka, lisku który bał się przepłynąć przez strumyk, wiewiórce mającej problemy z uzupełnieniem zapasów na zimę, zabawie w chowanego itp.







Nie trzeba chyba wspominać, że przy tak szczegółowym podziale materiałów, jaki zaprezentowaliśmy Wam w części 1. balkonowego popołudnia, nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem czegokolwiek. A i sprzątanie nie jest wielkim wyzwaniem - każdy uczestnik zabawy "obrabia" 2 czy 3 koszyczki/pojemniczki. Z tych powodów już dawno zrezygnowaliśmy z "pojemników do wszystkiego".

Aby jak najmniej z naszych materiałów trafiło na taras sąsiada, zabudowaliśmy balustrady deskami, a szparę między deskami a podłogą dodatkowo uszczelniliśmy listewką kantówką. Mamy bardzo wyrozumiałego sąsiada, który nigdy się nie skarży, choć z pewnością parę ziarenek piasku już nieraz spadło mu na głowę ;).

Jedyne, czego na balkonie używać nie możemy, to woda... Dzieciaki rozwiązują ten problem malując płytki balkonowe kredą chodnikową, gdy chcą mieć w swoim lesie np. strumyk ;). Ale błotkiem bawić się tam nie da, choćby nie wiem jak wyrozumiały był sąsiad pod nami ;). 

Być może zainspirowaliśmy kogoś z Was :)?

Pozdrawiamy serdecznie,

Małgosia&Florian z Ekipą